sobota, 16 czerwca 2012

Nie bede jadla, kocham cie.

 wczorajsze okazy

Ranek urzekał ciepłem i promieniami słonecznymi wpadającymi przez okno do pokoju, w których wygrzewał się mój papciu, ale po południu zaczął lać deszcz i urok znikł jak za dotknięciem magicznej różdżki. Cóż, przynajmniej posprzątałam w pokoju i skończyłam czytać "Dziennik". Rodzice narobili mi ochotę na Hiszpanię, a potem zdecydowali, że planów nie zmieniają i jedziemy do Chorwacji i Włoch. GRR! A już myślałam, że powitam Barcelonę i powędruję jej uliczkami jak w książkach Zafona czy Idelfonsa Jakiegoś Tam... No cóż, pozostaje mi tylko modlić się, by na północy były kamieniste plaże, bo chcę już sobie na nich parzyć stopy, niach, niach. Tak sobie myślałam, że w ciągu roku będę już drugi raz w Chorwacji, bo w sumie wyjeżdżam trzydziestego, a w zeszłym roku byłam w ostatnim tygodniu lipca, więc rok jeszcze nie minął. Tja. Smsował dzisiaj do mnie niejaki Mateusz z Gdyni, zdesperowany trzydziestolatek, który stwierdził, że "poznamy się", ale zaraz po tym, jak mu napisałam, ile mam lat, pożegnał się z rezygnacją. Życie. Pomylił ostatnią cyfrę w numerze. Od wczoraj słucham sobie piosenki Myslovitz, "Wieża melancholii", i uważam, że tekst jest bardzo życiowy i pasuje do mojego obecnego stanu ducha. "Znowu dziś chciałem odmienić świat, ale z tego i tak nie wyszło nic. [...] Tylko pstryk i już nie ma mnie, czasem tylko tego chcę i już nie starać się..." Dawno nie słuchałam Myslovitz. Poza tym bardzo podoba mi się jedna piosenka Brodki, zresztą cała jej płyta "Granda" jest jedną z tych nietuzinkowych na polskim rynku muzycznym, do tego ten jej porywający głos... Melodia taka trochę podchodząca pod pop, ale ujdzie. Zmykam pod prysznic... a może dzisiaj zażyję odprężającej kąpieli? Zabieram się do tego i zabieram, nigdy nie potrafię znaleźć odpowiedniej chwili, zawsze coś, zawsze ten chorobliwy brak czasu... I dzisiaj także nie chce mi się, bo wiem, że w wannie przychodzi więcej niż trzeba myśli, z którymi nie mam siły się mierzyć. Potrzebuję...

3 komentarze:

  1. Byłam w Barcelonie dwukrotnie i muszę przyznać, że rzeczywiście jest to przepiękne miasto, jednak we Włoszech jest również wiele ciekawych miejsc do zwiedzania. Ja całkowicie zakochałam się we Florencji.
    Przyznam, że o "Przejściu" jeszcze nigdy nie słyszałam, ale z chęcią się zapoznam z tą książką, gdy tyko będę miała okazję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko takie dyskutowanie rzadko prowadzi do tego, by strona przeciwna zmieniła zdanie.
    Chcę pofarbować, by były grubsze, są strasznie cienkie, wręcz niemożliwe.
    Ten motylek to chyba rusałka pokrzywnik. U mnie było wręcz odwrotnie, znaczy pogoda mniej więcej taka sama, ale nastroje zupełnie różne. Ciepła i sucha pierwsza połowa dnia - smutek, rutyna. Burza po południu - radość, po raz pierwszy od tak dawna wreszcie porządny deszcz, ale i tak za mało jak na czerwiec. Może jednak zboże jakoś wyrośnie na polach dookoła. Po godzinie było już sucho.
    Ja i tak bym się cieszyła, dla mnie wakacje za granicą to czysta abstrakcja dla burżuji. Do mnie nikt na szczęście nie pisze ani nie dzwoni z podobnymi propozycjami, nie cieszyć się, płakać.

    OdpowiedzUsuń