sobota, 26 maja 2012

przyjdz juz do mnie

 klucz

Przeżyłam dzisiaj dzień pełen zawirowań i nadal jest mi smutno, że nie ma mojego pocieszyciela w zasięgu ręki, z którym muszę obgadać parę bardzo ważnych spraw związanych z lipcem. Pozwólcie, że posnuję trochę swą opowieść na temat dzisiejszego dnia, abyście mogli spokojnie usnąć. Mam nieco melancholijny nastrój, ale nie przeszkadza mi on w pisaniu tego posta. Zaczynam. Musiałam zwlec się z mego łoża o godzinie ósmej zero zero, co już kwalifikowało poranek do porażki dnia, mimo że dzień był interesujący. Wręczyłam mamie na wpół śpiąc słodkości i wypowiedziałam życzenia, które ułożyłam naprędce myjąc zęby, a które mi nie wyszły; wyglądało to mniej więcej tak - "mamusiu, chciałabym ci podziękować za to, że jesteś. Kocham cię. Chciałabym ci podziękować za to, że... eee... (pauza) Za to, że... (pauza) Że znosisz nasze fochy i... (pauza)", na co mama "oj, nic już nie mów, jeszcze śpisz", ale się ucieszyła. Wyjechaliśmy z małym opóźnieniem, chociaż zdążyliśmy na mszę przed wyznaniem grzechów. Byłam oburzona skandalicznym zachowaniem księdza, który nie mógł trafić mi z Ciałem Chrystusa do ust, pff. Później impreza, jedzenie, duperele, dobry tort-jeż i powrót do domu pociągiem. Stojąc przed furtką oznajmiłam siostrze, że nie mam kluczy, na co ona "ja też nie mam kluczy". Pół godziny przesiedziałyśmy na tarasie wydzwaniając do rodziców i babci (z tego wszystkiego musiałam wziąć kredyt, który na nic mi się zdał), a potem poszłyśmy do sąsiadów przeczekać chwilową bezdomność. Spędziłyśmy całkiem miłe popołudnie i wieczór, zdążyłam zakolegować się z żółwiem o imieniu Twardziel i pofikać na trampolinie, z czego się bardzo cieszę; dochodzi do tego przyjemna rozmowa na ciekawe tematy. Nie żałuję, że zostałam tam dłużej niż powinnam, bo wiersza nauczyłam się w dwadzieścia minut (później go doszlifuję), a pokój sprzątnę sobie jutro. Podsumowując: I want you! (melodia z piosenki KOL - I want you), czyli bardzo, ale to bardzo pragnę być posiadaczką pięknego żółwia bądź żółwicy o imieniu Bernard / Bianka (wymyśliłam na poczekaniu). Na koniec mej fascynującej historii przytoczę z pamięci dwa ostatnie wersy "Trenu VIII" Jana Kochanowskiego - "Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje, a serce swej pociechy darmo upatruje". Dobranoc, tęsknię za wami, moi kochani przyjaciele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz