witaj w Warszawie
Siedzę tu od godziny i próbuję napisać coś sensownego. Wyrzuciłam już pół kilo ochłapów za burtę. Ta niemoc twórcza aż wyciska ze mnie łzy. Chciałam, naprawdę chciałam wam przekazać to, co mi na sercu zalega, ale chyba nie potrafię. Mogę tylko przejść do wypracowanych do perfekcji środków, jakimi się posługuję w takich sytuacjach, czyli ogłoszeń parafialnych. Wczorajszy dzień zaczął się dość denerwująco, wszystko przez Easy'ego. Ponad półgodziny próbował zwrócić moją uwagę, te jego jęki aż wołały "proszę, wpuść mnie na łóżko", przedostając się z wolna do mojego mózgu. Kiedy okazałam mu łaskę (siódma rano nie sprzyja targowaniu się), jak zwykle rozłożył się obok mnie, swoją postawą pokazując, że to jego miejsce i on tu jest panem. Z trudnością powróciłam do snu, ponieważ chłopak nie pozostawił mi wiele wolnego i nie mogłam się w miarę wygodnie ułożyć, aczkolwiek po podjęciu kilku prób i zepchnięciu psa w nogi, udało mi się uzyskać zadowalający efekt. Rozwlekły opis krótkiego poranka... Byłam też dzisiaj u fryzjera i panie jak zwykle komentowały moje indu. Oczami wyobraźni widziałam grymas wykwitły na mojej twarzy, który tylko trochę przypominał uśmiech, bowiem fizycznie oczy miałam zamknięte i nie mogłam posłużyć się moim odbiciem w lustrze. W każdym razie teraz przynajmniej nie wyglądam jak pies z długą grzywką... Be proud. Zrobiłam też babeczki, co prawda kupne, ale zawsze to jakaś przekąska. Widzicie, wychodzi z tego zwykły chłam. Nie, nie piszę więcej. Życzę wam wesołych świąt. Nikt się pewnie nie cieszy, że są białe, że Kevin w telewizji, że trochę przypominają te grudniowe. Myślę jednak, że jeśli ktoś był przez ostatnie trzy dni w kościele, nawet nie zajaśniało mu w głowie to skojarzenie. Ja skutecznie zostałam wprowadzona w klimat świąt, przeżywanie tego wszystkiego w świątyni jest niezwykle pouczające i wzbogacające duchowo. Lubię Wielkanoc. Co nie zmienia faktu, że mam ochotę walnąć głową o stół. Mam nadzieję, że niedługo nabiorę sił i wreszcie z wielką ochotą zabiorę się za pisanie tutaj, zwłaszcza że nie robię tego tylko dla siebie. Dobranoc, trzymajcie się i posłuchajcie tego: http://youtu.be/_No_5b--8F4. (Właśnie przeżyłam autentyczny szok. TRZECIA W NOCY, ale przed chwilą... była DRUGA... Zapomniałam o zmianie czasu. Jestem taka niedzisiejsza...)
