niedziela, 13 października 2013

daily

paw
Czwartek. Idę się umyć. Piątek. Nieznośny ból głowy przeszedł w delikatne pulsowanie, nasiliła się za to tęsknota za snem i wypoczynkiem. Sobota. Leżę pod kocem, słucham dobrej muzyki i mam wielką ochotę na gorącą czekoladę. Taką prawdziwą, nie instant. Mam też ochotę na rozmowę, na konkrety. Niedziela. Jak widzicie, staram się tutaj co nieco napisać już od czterech dni. Bez skutku. Powinnam w tej chwili przygotowywać prezentacje na temat nudnych planetoid i planet karłowatych na fizykę, ale stwierdziłam, że lepszą opcją będzie się trochę... naprodukować. Czas na stories of my life... Ostatnimi czasy trochę sobie wspominam wakacje, powoli biorę się za siebie, jeśli o szkołę chodzi (rozpaczam głównie z powodu historii - ponad pięćdziesiąt stron do wbicia do głowy na czwartek, nie wiem, czy dam radę to ogarnąć, zważywszy na fakt, jak bardzo nienawidzę historii i mojej niezrównoważonej historyczki), no i próbuję nowych rzeczy. W piątek poszłam z siostrą i jej znajomymi na sushi. Pierwszy raz jadłam prawdziwe sushi. Powiem szczerze, że byłam zaskoczona. To mi naprawdę smakowało, było przepyszne! Oczywiście nie tknęłam surowej ryby, ale grillowane i obtaczane w takim cieście gotowane mięsko... ojej, ślinka cieknie. Polecam. Stałam się zwolenniczką sushi, nie tylko przez wzgląd na przystojnego i sympatycznego sushimakera, który mi je podawał, ale głównie dlatego, że to istne niebo w gębie. Kto nie spróbował, niech czym prędzej zabierze znajomych i pójdzie do baru sushi... opłaca się, mimo że to droga impreza. Wczoraj zaś wybrałam się na zakupy z NN. Niefortunnie zdarzyło mi się zaspać, wstałam niemalże dokładnie o tej godzinie, o której powinnam wsiadać do pociągu. Zdążyłam na następny, spóźniony pociąg z Olsztyna do Gdyni Chyloni, jeżeli dobrze pamiętam. Co z tego, że szybko dojechał na Orunię, jak stanął tuż za stacją na Bóg wie ile czasu. Pasażerowie podnieśli bunt i domagali się, by konduktor otworzył im drzwi. Zrobił to i "ryzykanci" masowo wyskakiwali z pociągu. Też chciałam wyskoczyć, ale jak spojrzałam w dół, to stwierdziłam, że wolę sobie nie łamać kostki ani nie brudzić butów. Na szczęście pociąg się trochę cofnął i mogłam wysiąść na peron. Doszłam do autobusu, tak bardzo zła, wsiadłam - ścisk jak w konserwie. Stałam tylko i podawałam bilety do kasowania - jak na ironię, mój własny spadł mi pod buty. Ale kto by się przejął, do takiego zatłoczonego autobusu kanar nawet by nie mógł wejść, a co dopiero przejść wzdłuż niego. Wysiadłam w Głównym i wsiadłam w tramwaj. Kosztowało mnie to mnóstwo czasu i byłam naprawdę wściekła, ale potem spotkałam się z Natalią i złość mi przeszła. W H&M znalazłam doskonałą kurtkę skórzaną (na dziale dziecięcym!), sweter i świetną koszulę (materiał!!), co razem wyniosłoby mnie 340 zł, gdybym tyle przy sobie miała. Niestety nie miałam i mieć raczej nie będę - trochę mnie to smuci... ale trudno się mówi. Aktualnie siedzę na dupsku, słucham The Cure i pokasłuję, gdyż dopadło mnie przeziębienie. Próbowałam się przed tym chronić, ale jak widać, dwa dni przerwy od Rutinoscorbin wystarczą, by zachorować. Nie uśmiecha mi się choroba, przecież nie zostanę w domu i nie będę sobie robić zaległości... Ba, czeka mnie w piątek koncert! I noc filmowa w szkole! Nie przegapię tego, o nie! Sprawdzianów też nie przegapię, wolę pisać je w pierwszym terminie. Wish me luck, mam nadzieję, że ten tydzień będzie w miarę znośny, mimo tego sprawdzianu z historii, o którym mam nadzieję, że babka będzie pamiętać. Bo chyba jej się znowu zapomniało, a niech ją szlag weźmie! Grr. Chciałabym, tak strasznie bym chciała nadrobić zaległości na blogu - odpisać na wasze komentarze, przejrzeć wszystkie posty z ostatniego miesiąca, ale kurczę, SPN jest takie wciągające, że nie potrafię się za to zabrać. Niemalże cały swój wolny czas poświęcam na oglądanie tego wspaniałego serialu... To uzależnienie, ja wam mówię.

Trzymajcie się.

12 komentarzy:

  1. Trzymamy się, a za tydzien sie widzimy <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Tęsknię za tymi wakacjami. Nigdy już nie będę narzekać na nolifienie. Nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale miałaś zakręcony dzień :p
    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsze zdania i wpisu i już wiem, że znajdujemy się w podobnej sytuacji. Ile ja bym dała za taki miesiąc wolnego w grudniu, albo wakacje i wolny czas... PS Śliczne tło! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba najgorsza jest nauka właśnie historii - nie dość, że ogromna ilość materiału do wkucia, to na dodatek następnego dnia się wszystko zapomina. Nonsens. Sushi nie lubię, ale ja to ogólnie jestem wyjątkowo wybredna, jeżeli chodzi o jedzenie, niestety. Pociągami nie podróżuję, ale ostatnio często słyszę, że jakiś pociąg stanął w polu i to ze zgaszonymi światłami. Teraz wszystkich dopada przeziębienie, dlatego kuruj się! I powodzenia na sprawdzianie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sushi jadłam, ale to klasyczne - z rybą w stanie surowym :P O zapiekanej w cieście nie słyszałam, a chętnie bym spróbowała.
    Na szczęście jeżdżę wyłącznie samochodem, więc omijają mnie takie przygody,,,
    Zdrowiej nam :*

    OdpowiedzUsuń
  7. nienawidzę takich akcji z pociągami, autobusami i spadającymi biletami.. -_- współczuję. a sushi to pyszności, wiem o tym! *-* uwielbiam.
    seriale to zło, zawsze mówię, że trzeba się trzymać z daleka, bo uzależniają! :D
    trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  8. SPN? Cóż to za serial?
    Powodzenia w tym ciężkim tygodniu Kochana!:))

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja dalej nie mogę przekonać się do sushi, nie wiem czemu, ale jakoś odrzuca mnie od tego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dasz radę, Lilio, wierzymy w Ciebie! Jednak liceum nikogo nie oszczędza, a myślałam, że tylko u mnie jest taka tragedia.

    OdpowiedzUsuń