niedziela, 17 marca 2013

don't take it personally

 październik

Pisałam w piątek, że odpoczywam. I faktycznie przez cały weekend nie zrobiłam nic, co wymagałoby ode mnie włączenia mózgownicy. Czuję się trochę wyrzucona z budującej moje życie rutyny, dobrej rutyny, w której skład wchodzi nauka, myślenie, chęć pracy i działania. Ostatnie dwa tygodnie noszą imię złej rutyny - wszechobecny luz, spokój, brak wysiłku intelektualnego, dużo czytania, mało zaangażowania w sprawy szkolne. Czuję zmęczenie z powodu zarówno pierwszej, jak i drugiej formy rutyny. Coś tu jest nie tak, ja to muszę uporządkować w logiczną całość, nie można siedzieć przez cały czas w domu i tylko czytać, trzeba się wywiązywać z obowiązków w taki sposób, by mieć czas również na przyjemności. Wcielę plany w życie, postaram się na nowo skompletować siły i odrodzić. Na szczęście mam wolne, więc nie muszę tego robić jutro, uff. Tak się zastanawiam, co mi po tym wolnym, skoro i tak muszę wstać standardowo o wpół do siódmej, by na ósmą doczłapać się do kościoła na rekolekcje? Co, potem będę odsypiać i znów człapać na piątą do szkoły, bo angielski? OK, tak naprawdę mi to nie przeszkadza aż tak bardzo, ponieważ, uwaga, wstałam dzisiaj o ósmej! Tak po prostu, sama z siebie, siedem godzin snu doprowadziło mnie do porządku. Rozpiera mnie duma. Gdybym jeszcze tak co weekend, to byłoby cudownie... Ten poranny sukces niesie ryzyko ponowienia, więc mam nadzieję, że podczas wstawania jutro rano też będę wypoczęta i gotowa na poniedziałkową modlitwę. Postanowiłam, że w nadchodzących dniach mroku i ciemności będę pić melisę na uspokojenie ciała oraz duszy, bowiem kiedy zabieram się do nauki, czuję się taka rozedrgana i pełna obaw o przyszłość, w końcu bywa tak, że w jeden wieczór nie da rady ogarnąć ogromu materiału, jaki na mnie narzucono. Wtedy sięgam po różne środki - kawę lub herbatę, ewentualnie chusteczki i rozmowę ze ścianą. To nie pomaga, oczywiście, ale umiem doprowadzić się do porządku... jakoś. W każdym razie melisa się przyda. Ze zniecierpliwieniem oczekuję wiosny, mojej ukochanej pory roku, podczas której każdy najmniejszy problem rozpływa się w obłoku świeżego powietrza o dobrze nam wszystkim znanym, specyficznym zapachu. Pragnę tej pełni sił, ofiarowanej mi przez grzejące słońce, uśmiechu na twarzy spowodowanego kojącym śpiewem ptaków. Wzmocnienie - tego mi potrzeba, no i nadziei na zamęt uczuciowy, na odkrycie piękniejszego świata. Podobają mi się moje wizje przyszłości, tylko czy prognozy się z nimi zgadzają?

9 komentarzy:

  1. Rutyna nie jest fajna, czasami trzeba się wyłamać i zrobić coś wbrew niej. Też żyję w swojego rodzaju rutynie. W weekend udało mi się od niej uwolnić, ale z racji, że już jest poniedziałek to czuję, że znowu będzie to samo -,-
    Śpiewałaś sobie "Light my fire"? xd

    OdpowiedzUsuń
  2. też mam dziś rekolekcje, ale siedzę w domku i odpoczywam. wiosno, wiosno, wiosno...

    OdpowiedzUsuń
  3. zazdroszczę Ci, że po siedmiu godzinach jesteś wypoczęta... ja jestem strasznym śpiochem i dla mnie 8 godzin to minimum.
    właśnie, wiosno przychodź! u mnie nadal śnieg -.- a podobno ma być jeszcze gorzej! :O
    żadne tam ładne, to światło tak korzystnie pada :D mam strasznie krzywe kolana -.- (co zresztą pewnie widać nawet na tym zdjęciu trochę)
    wiem, że nie powinno brać się tych filmów na serio i w ogóle, ale to takie demotywujące, gdy nawet największa szkolna fajtłapa jest ładniejsza od Ciebie i rozkochuje w sobie takie szkolne ciacho, gdzie na Ciebie nie spojrzy nawet pryszczaty rudzielec z 1 klasy :( (zaimek osoby 'ty' został tu użyty w celu większego przybliżenia Tobie mojej frustracji, nie jest to żaden sposób obrażania Cię xd)
    wiem, słyszałam, że się tak robi, ale to zbyt drastyczne xD aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl :O

    OdpowiedzUsuń
  4. Lili... dokładnie tego samego potrzebuję - wiosny, mnóstwa pozytywnej energii i oczyszczenia. Łączę się z Tobą w trudnym oczekiwaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjdzie, nie ma biedaczka wyjścia :D

      Usuń
  5. Ja znowu przez weekend nie zrobiłam nic :) herbatki na mnie nie działają, więc będę ciągle niespokojna :)
    Wiosna chyba się nie spieszy ... patrząc przez okno widzę okropny śnieg.

    OdpowiedzUsuń
  6. E tam, lepiej jest wstawać skoro świt, bo jak się za długo leży, to potem człowiek jest taki rozmemłany i się za nic zabrać nie można. Melisa Ci pomaga? Bo na mnie to jednak trochę zbyt delikatne jest ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, leniem który i tak nigdy zadnej kartkówki nie opusci xD
    bylam dzis w 1 w Gdańsku i Zukowie i tak samo zareklamowali, Luz, luz, luz. a co z tego bedzie, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie piję melisy, bo strasznie usypia, a nie uspokaja :)
    Życzę szybkiego odrodzenia :) A chwila przerwy i spokoju zazwyczaj ma bardzo pozytywne skutki ;)

    OdpowiedzUsuń